wtorek, 21 czerwca 2011

czwartek, 17 lutego 2011

"Deja Vu" - Margaret Green

Wstęp

Uśmiechając się wbiegła na plac. Wokoło kłębił się tłum spieszących się do pracy ludzi. Mężczyźni ubrani według najnowszej mody patrzyli przed siebie niewidzącym wzrokiem. Sprawiali wrażenie zamyślonych, już pogrążonych w pracy. Kobiety ubrane w dwuczęściowe garsonki, uczesane schludnie, w niewygodnych butach na wysokich obcasach, pozostawały niewidoczne. Dopiero wieczorem, kiedy będą wracały z pracy już rozluźnione i nieco potargane, mają szansę na przychylne spojrzenie - pomyślałem.
Jednak nie teraz. Teraz wszystko toczyło się szybko.
Szary poranek sprzyjał bankowcom, pracownikom licznych sklepów w tej okolicy, biur podróży, które wyrastały jak grzyby po deszczu. Pogoda zdecydowanie nie zachęcała do spaceru, wydawało się, że uśmiechnięta dziewczyna w kolorowej bluzce i dżinsach przybyła z innej planety. Jasne, długie włosy powiewały na wietrze, zaraźliwy uśmiech zniewalał. Na szarej ulicy większość mężczyzn oglądała się za dziewczyną. Wyglądając przez okno z trzeciego piętra banku, w którym pracuję, miałem nadzieję, że podniesie głowę i spojrzy na mnie. Intensywność mojego spojrzenia mogła przepalić asfalt, jednak dziewczyna nie zwracając uwagi na moje wysiłki przemknęła dalej.
Marzenie.........
Z zapatrzenia wyrwał mnie dźwięk dzwonka. Zerwałem się, gwałtownie trzeźwiejąc, boleśnie odczułem zdrętwiałą rękę. Cholera! Zanim dźwignąłem się z fotela dzwonek zamilkł. Ciężko usiadłem i zacząłem ospale myśleć. Co ja tu do diabła robię?!...W gabinecie Jack'a?
Musiałem zasnąć wieczorem nad papierami. Zadumałem się, co właściwie robię w sobotni ranek upalnego lipca, kiedy wszyscy inni pracownicy właśnie przewracali się na drugi bok, wzdychając szczęśliwie. Pokręciłem głową. Oto do czego prowadzi kawalerskie życie. Gdybym miał żonę, do tego silnie zazdrosną, na pewno zareagowałaby na moją całonocną nieobecność! Zdegustowany własnym życiem, pchany przemożną chęcią posiadania żony, niemrawo podniosłem się z fotela. I wtedy telefon zadzwonił powtórnie. Mgliście zastanawiając się kto też jeszcze cierpi na bezsenność, będąc myślami przy pięknej blondynce ze snu.
Podniosłem słuchawkę. Potem niejednokrotnie zastanawiałem się, co mnie do tego podkusiło - przecież była sobota !
Jeszcze ci mało? - wychrypiał w słuchawce nieznany głos.
- Jak się nie ruszysz to będzie powtórka!
- Spadaj stamtąd i rób, co masz robić !
- Halo?
- Kto mówi? Z kim chciał pan rozmawiać? To chyba... to jakaś pomyłka - siłą opanowałem potężne ziewnięcie.
- Tak, tak na pewno. Nie rób ze mnie idioty koleś. Nie myśl, że zmienię zdanie - wydawało się, że chrypienie przybrało nieco na sile.
- Nie, ja naprawdę nie wiem o co chodzi. Nie znam pana i doprawdy nie wiem, jak mógłbym pomóc - przeciągałem się i przy następnym ziewnięciu omal nie wywichnąłem sobie szczęki. Pomyślałem, że przynajmniej zasłoniłem słuchawkę. Gdybym znał dalszy ciąg tej rozmowy na pewno nie bawiłbym się w pokaz dobrego wychowania. Właśnie starałem się opanować następne potężne ziewnięcie - z gatunku tych kończących się wizytą u ortodonty, kiedy ze słuchawki dobiegł mnie przeraźliwy kobiecy krzyk.
Błyskawicznie odsunąłem ją na odległość ramienia.

- Wystarczy? Czy robimy powtórkę? Bo ja tak mogę dłużej - wychrypiał mój rozmówca.
- Co to było...?
- KIM PAN JEST ? - zdenerwowanie powoli przechodziło w lekką panikę.
- Co ? A, masz na myśli ten wrzask? Zaraz, zaraz , niech pomyślę...to był wrzask twojej żony palancie, a jak myślisz ?! - wyseplenił
- Załatw go! - wrzasnął mi nagle do ucha, aż zadzwoniło.
Zdębiałem: co do licha facet ma na myśli?
- Ale ja naprawdę... to jakaś pomyłka - oświadczyłem stanowczo
- Pomyliłeś numer zboczeńcu! - wrzasnąłem do słuchawki.


Ciąg dalszy - Part 1
Dziekuję i Pozdrawiam.
Z poważaniem 
 Margaret Green

Copyright by Margaret Green